Adopcja dziecka, czyli co wiemy, a co nam się wydaje, że wiemy? – Znęcanie się nad zwierzętami

Znęcanie się nad zwierzętami a pomoc psychologa

Pierwszych kilkanaście razy, kiedy młody zachował się niewłaściwie wobec kota, próbowaliśmy mu spokojnie tłumaczyć, że tak nie wolno, bo to kotka boli. Wielokrotnie powtarzaliśmy, że w ten sposób krzywdzi kotka, że on cierpi i nie może tak kotkowi robić. Nasze tłumaczenia na nic się zdały. Jak grochem o ścianę. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby rozumiał, że to jest złe zachowanie i bardzo niebezpieczne. Opowiadaliśmy o emocjach kotka, pytaliśmy o jego emocje, kiedy tak się zachowuje. Pytaliśmy o powód, dlaczego to robi? Odpowiadał: „Nie wiem” albo „Bo chcę”. Może rzeczywiście na początku nie był tego świadomy.

Zaczęliśmy się bacznie przyglądać okolicznościom, w których zachowywał się w ten sposób. Sprawdzaliśmy, co wydarzyło się najpierw, gdzie był syn, co w tym momencie robiła córka i my. Coraz częściej, gdy znów znęcał się nad kotem, widziałam w jego minie zadowolenie, jakby czerpał przyjemność z tego, że krzywdzi kota. To było przerażające. Naprawdę baliśmy się z mężem, że kot tego nie przeżyje.

To dla nas były bardzo ciężkie chwile, ponieważ jesteśmy mocno zżyci z naszymi stworami. Jeszcze podczas szkolenia w ośrodku adopcyjnym psychologowie pytali wszystkich uczestników, czego nie będą mogli znieść w zachowaniu dzieci? My odpowiedzieliśmy, że znęcania się nad zwierzętami. Pamiętam, że psychologowie uspokajali nas, bo podobno nie często trafiają do adopcji dzieci z zaburzeniami więzi, chorobą sierocą oraz z poważnymi zaburzeniami, w wyniku których poważnie znęcają się nad zwierzętami.

Ważne są okoliczności

Po uważnym przyglądaniu się zachowaniu młodego oraz okolicznościom całego zdarzenia zaczęliśmy podejrzewać, że on próbuje zwrócić na siebie naszą uwagę.

Wówczas był szalony czas z nauką młodej, ona miała potworne zaległości w szkole, groziło jej, że nie zda do kolejnej klasy, kończył się semestr, a my nawet nie znaliśmy ocen z poprzedniej szkoły. Natomiast oceny z nowej szkoły, były tak słabe, że niewiele brakowało, a musiałaby zaliczać semestr z kilku przedmiotów. Nie byłaby w stanie sobie z tym poradzić, więc próbowaliśmy na zmianę z mężem tłumaczyć jej to, co najważniejsze, byle tylko zdobyła kilka pozytywnych ocen.

Młody natomiast jest bardzo mocno absorbujący. Od rana do wieczora wymaga, aby skupiać się tylko na nim, z nim się bawić i robić dokładnie to, co on chce, tak jak on chce i dokładnie, wtedy kiedy on chce. Poza tym doskonale wyczuł, jaki jest nasz słaby punkt – zwierzęta i wykorzystywał to, aby zwracać na siebie naszą uwagę. Nieważne było to, że jesteśmy wściekli, krzyczymy na niego i ma zakaz na słodycze. Ważne było, że wtedy oboje z mężem skupialiśmy się wyłącznie na nim. Tylko, jak sobie z tym poradzić?

Staraliśmy się jeszcze więcej poświęcać mu naszej uwagi. W czasie, gdy młoda była w szkole, był w miarę grzeczny, bawiliśmy się, bez żadnych nadzwyczajnych historii. Kiedy po powrocie ze szkoły córka otwierała drzwi domu, w ciągu kilku minut młody zaczął zachowywać się jak zupełnie inne dziecko. Był trudny do opanowania i zawsze kończyło się na sprawie z kotem.

Nasz kot był od małego wychowywany u nas i nigdy nie był agresywny, nie bał się obcych ludzi, chodził z nami na spacer z psem do lasu. Po kilku tygodniach z młodym kot zaczął zachowywać się agresywnie, ale tylko w stosunku do syna. Młody chodził z podrapanymi rękami i nogami, twarz miał ciągle mocno podrapaną, ale nie przeszkadzało mu to dalej męczyć kota. Baliśmy się, że kiedyś kot pazurami drapnie młodego w oko i krzywdę mu zrobi, bo syn swoją głowę specjalnie pchał w stronę kota.

Psa też kilka razy próbował skrzywdzić, ale pies w przeciwieństwie do naszego kota, ma za sobą ciężkie doświadczenia. Jest nadpobudliwy i agresywny wobec innych zwierząt, ponieważ był pogryziony i młody się go wystraszył kilka razy. Pierwszy raz, gdy patrzył prosto w oczy psu i zbliżał swoją głowę do jego pyszczka. Doskonale wiedział, że tak nie wolno robić, bo pies może go ugryźć. Pomimo to, jednego dnia postanowił tak zrobić, zupełnie bez powodu. Wówczas byli u nas dziadkowie i wszyscy siedzieliśmy w jednym pokoju, rozmawiając o czymś. Pies spokojnie sobie leżał na podłodze, a syn siedział obok niego i głaskał go. Nagle zbliżył do psa swoją głowę, wpatrując się psu w oczy. W jednej sekundzie pies otworzył pysk i zębami przejechał po jego nosie. Bogu dzięki, że mamy mądrego psa, bo mogło się to źle skończyć dla syna. Pies chciał go tylko nastraszyć, nawet nie miał śladu, zaczerwienienia czy czegokolwiek, ale poczuł zęby psa na swoim nosie i mocno się wystraszył. Ja prawie dostałam zawału, a w pokoju w jednej chwili zrobiła się cisza. Przez parę tygodni syn nie zaczepiał psa, ale nie bał się go na tyle, żeby się z nim nie bawić piłką czy go nie głaskać. Natomiast któregoś dnia syn leżał sobie na łóżku, a pies obok niego na podłodze. Byliśmy w pokoju zajęci obiadem i sprzątaniem. Nagle słyszymy pisk psa i głośne ostrzegawcze warknięcie, pies zerwał się na równe nogi i patrzy na syna. Oczywiście syn nic nie zrobił i zupełnie nie wie, co się stało. Później przyznał się, że uszczypnął psa, bo taką miał ochotę.

Pomoc psychologa

Zwróciliśmy się o pomoc do psychologa, ale wszystkie pomysły już wcześniej wykorzystaliśmy i nic to nie dało. Poza jednym odizolować dziecko od zwierząt, zwłaszcza od kota. Tylko, jak to zrobić? Kota zamknąć w jednym pokoju, czy syna?
Postanowiliśmy jednak jeszcze więcej czasu poświęcić synowi. Problem w tym, że cały dzień spędzaliśmy z nim, posiłki razem przygotowywaliśmy, na spacery z psem razem chodziliśmy, jak odpoczywaliśmy to też razem. Tylko, gdy córka wracała ze szkoły, jadła obiad i braliśmy się za lekcje od ok. 18, przez kilka godzin. To był czas, kiedy byliśmy zajęci bardziej nią niż nim, ale to nie oznacza, że nie zwracaliśmy na niego uwagi, czy w tym czasie nic wspólnie z nim nie robiliśmy. Problem w tym, że on nie chciał trochę naszej uwagi, czy tylko uwagę jednego rodzica. On chciał 100% uwagi obojga rodziców, a my mamy dwójkę dzieci, zwierzęta, pracę, dom i mnóstwo rzeczy do zrobienia. Nie byliśmy w stanie w 100% przez pół roku tylko z nim się bawić, a on nie był w stanie tego zrozumieć. Do tego nie chciał zasypiać o normalnej porze, tylko wariował i męczył się do północy. Było ciężko.